poniedziałek, 8 maja 2017

Husarz

Polskę po prostu kocham. Nie wiem czy miłość do niej wyssałam z mlekiem matki, wiem natomiast, że pokochałam ją świadomie w liceum. Dziękuję za tą świadomość mojej kochanej wychowawczyni i nauczycielce historii pani Agnieszce Stadnickiej-Chrzan. Historię Polski poznałam wtedy nie jako nudne daty, lecz jako umiejętność myślenia przyczynowo- skutkowego. Odkryłam, że historia kołem się toczy. Odkryłam też, że żyli Polacy, dla których Polska była wartością. Byli tez Polacy, dla których Polska nie miała żadnych wartości. Byli jeszcze i tacy, którzy myśleli, że pracują dla dobra Polski, lecz ich działania przytoczyły nad Nasz kraj widmo poddaństwa. Jeśli chodzi o rozstrzał ludzkiej mentalności, moim zdaniem, nie zmienił się. 
Po latach liceum, miłość do historii i do Polski wzrosła jeszcze w czasach studiów. Lata te nie były łatwe, ale były wspaniałe :)
Po takim wstępie przedstawiam moją pracę konkursową w temacie Polski.
Polska ma wielu bohaterów. Są oni znani z imienia, lub nieznani (lecz niezapomniani). Gdy Polska była wielkim mocarstwem, pod nazwą Rzeczpospolita Obojga Narodów krył się kraj daleko poza dzisiejsze granice Polski. Wtedy tez przyszło nam stoczyć wiele bitew, a wśród polskich kawalerzystów walczyli Husarzy. 
Chciałabym jeszcze wiele napisać, lecz ciężko mi wszystkie myśli ubrać w słowa. Dlatego pozostawiam Was ze zdjęciami Husarza.














Naszyjnik jest popiersiem Husarza wyhaftowanym koralikami toho 15. Nośnikiem są proporce, jakie powiewały przy kopiach husarskich, w barwach biało- czerwonych.
Mam dosłownie kilka zdjęć z etapów pracy, załączam dla ciekawych :)
Nie wszystkim jest wiadomo, że do haftu koralikowego potrzeba zdolności rysunkowych. Moje są na poziome-niewielkie-. Narysowałam co chcę osiągnąć, a potem postarałam się to wyhaftować. Pierwszy rysunek jest bardzo sfatygowany, ale nie zrobiłam mu zdjęcia, gdy był w lepszym stanie :)








Jest też zdjęcie na człowieku :)




Naszyjnik bierze udział w konkursie Royal Stone. Temat pracy: Polska. Można przenieść się do albumu konkursowego i oddać swój głos na mojego Husarza tutaj lub klikając w zdjęcie.



Gdy zakładam, że napiszę mało co i dodam tylko zdjęcia, wychodzi mi długi post. Chyba muszę unikać takich założeń :) Dziękuję, że dotrwaliście ze mną do końca i do następnego postu konkursowego ( chyba, że znajdę czas na przerywnik ) :)
Pozdrawiam Sztokrotka :)

środa, 19 kwietnia 2017

Holandia

Pierwsze skojarzenia z Holandią to oczywiście tulipany :), rowery i wiatraki. Ja chciałam znaleźć coś nieoczywistego, a jednak bardzo holenderskiego. Jest w Holandii takie miejsce, gdzie w strojach tradycyjnych nosi się motyw zeeuwse knoop. Dziś motyw ten jest dość popularny i używany nie tylko w biżuterii, ale nawet jako forma do placków :)




Nie powiem, że o Holandii pisze tak bez przyczyny. Oczywiście jest przyczyna i jest nią konkurs Royal- Stone:) 
A teraz zrobię z siebie lenia i po prostu wkleję tu opis mojego zgłoszenia konkursowego, bo w zasadzie opisałam tam wszystko co chciałam :) (a mąż powiedział, że myślał, że to tylko zgłoszenie, a nie wypracowanie ;) )

Jedna z prowincji Holandii nazywa się Zelandia. Bardzo charakterystyczną biżuterię noszą tam nie tylko kobiety. W zasadzie zaczęło się od mężczyzn, bo właśnie oni nosili przyszyte do ubrań guziki, które dziś noszą nazwę Zeeuwse Knoop. 


Zeeuwse Knoop- guzik. Źródło zdjęcia


Kształt tej tradycyjnej męskiej ozdoby kobiety przeniosły do damskiej biżuterii i stworzyły Zeeuwse Bloedkoralen (naszyjnik z korali z centralnym elementem w kształcie guzika). Tu przepiękna pani w tradycyjnym stroju i w koralach oczywiście :) 


Źródło zdjęcia


Jak wygląda Zeeuwse Knoop? Jest to jedna większa półkula otoczona wiankiem, a wokół niej znajdują się mniejsze półkule także otoczone wianuszkiem.. Całość zamknięta jest w okrągłym kształcie.
Układ tej tradycyjnej ludowej ozdoby przeniosłam do mojej pracy, w której centralnym elementem jest zawieszka wykonana haftem koralikowym.







Jako nośnik wysupełkowałam naszyjnik z howlitów oraz hematytów.




Całość dopełniłam chwostem ubranym w czapeczkę wykonaną na podstawie tutorialu Persian Nihts




Naszyjnik ma odpinany chwost oraz zawieszkę, a sprytna konstrukcja pozwala na zmianę nośnika i daje możliwość noszenia na kilka sposobów.






Mam wielką ochotę napisać jeszcze o tym, że o statusie społecznym mówiła ilość sznurów korali w naszyjniku. W tym moim jest korali w liczbie zero, więc już znacie mój status społeczny ;)
Naszyjnik jest w moich ulubionych turkusach i brązach. Uznałam, że nawiązałam do tematu w odpowiedniej ilości formą, więc kolorystycznie stworzyłam coś, co będzie mi miło nosić :)










Na koniec jeszcze link do albumu konkursowego i moja praca widniejąca w nim :)
Jeśli naszyjnik się Wam podoba to liczę na wasze głosy. Wystarczy kliknąć w zdjęcie i oddać swój głos w postaci like :)




Napisałam tyle, choć mam lenia i miałam napisać mało :)
Pozdrawiam Was ciepło Sztokrotka :)

poniedziałek, 27 marca 2017

Testowanie z Szufladą i Pasart

Na początku bardzo chcę podziękować za możliwość testowania z Szufladą. Jeden z zestawów podarowanych przez sklep Pasart dostał się mi. W zestaw wchodziły kryształki rivoli Bonny w trzech rozmiarach: 6 mm




10 mm




16 mm




kryształki CrystaLove.




Poza kryształkami w zestawie były także koraliki Mist




Zacznę od tego, z czego miałam największą frajdę :)

Kryształki rivoli były dobrej jakości. Nie miały widocznych pęcherzyków powietrza, co nie raz trafiło się w zwykłych chińskich kryształkach. Tylna część kryształków była bardzo wytrzymała. Sprawdziłam ją przy okazji pracy nad spinkami, gdzie wymyślony wzór musiałam dopasować do wielkości kryształków i nie raz igła poszorowała sreberko. Byłam pozytywnie zaskoczona trwałością tej części kryształka. Podczas pracy z drogimi czeskimi kryształkami musiałam mocno uważać, ponieważ sreberko bardzo łatwo odchodziło. W skali od 1 do 10 ich blask oceniam na 7, a porównując przedział cenowy, daje to bardzo dobrą alternatywę dla kryształków swarovskiego, czy czeskich kryształków.




Jedyną rzeczą, jaką mogę zasugerować jest sprzedaż kryształków w mniejszych opakowaniach zbiorczych. 16 kryształków ( te 6 mm są pakowane po 16) jest zdecydowanie za duża ilością na pojedynczy projekt. Jeszcze dodam tylko, że można je lepiej opakować, bo w mojej przesyłce woreczek się rozerwał, a kryształki obiły na brzegach.




Z kryształków Bonny zmajstrowałam kolczyki, spinkę do włosów oraz spinki do mankietów. W planach miałam jeszcze więcej, ale doby nie wydłużę :)

Z kryształkami pracowało mi się idealnie. Od dłuższego czasu mężowi obiecywałam spinki do mankietów i obietnice udało mi się spełnić. Początkowo zaskoczona byłam wielkością najmniejszych kryształków. Takie drobinki miałam w ręce tylko raz ( najmniejsze kryształki rivoli na jakich dość często zdarzało się mi pracować miały 8 mm). Nie wiedziałam jak je ugryźć, aż czeluście internetu podpowiedziały mi koraliki bugle.
Opowiem w tym miejscu historię wymianki walentynkowej. Zrobiłam bransoletkę i zrobiłam jej zdjęcia, ale pogoda była marna i wszystkie wyrzuciłam (dlatego nie poznacie jej ;) ). Bransoletka do spinek ma się tyle, że szyta była ściegiem RAW z różnych rodzajów koralików. Ścieg ten szyty z samych Toho nie pociągał mnie, ale wplecenie innych rodzajów koralików już wydało się fascynujące. Tak powstały spinki do mankietów dla mojego męża :)



Obawiałam się, że spinki będą zbyt błyszczące (Savoir vivre podpowiada, że męska biżuteria w postaci spinek nie powinna zbyt rzucać się w oczy), mąż mój jednak stwierdził, że spinki są idealne, a brakuje mu tylko odpowiedniej koszuli i garnituru i krawata :)



Intuicyjnie wiedziałam, że spinki mają być kwadratowe i głównie ten kształt motywował mnie do takiego użycia kryształków. Boleję, że nie udało mi się kupić bazy dedykowanej do takiego kształtu spinek.




Kolej teraz na kolczyki. Uszyłam je haftem koralikowym i dodałam dla błysku taśmę cyrkoniową :)
Nie będę o nich dużo pisać, bo jakie są to widać. Zawiesiłam je na biglach ze srebra. Są mega wygodne :)








Dla męża zależało mi na spinkach do mankietów, a dla siebie bardzo chciałam zrobić spinkę do włosów. Zajęła mi najwięcej czasu i projekt początkowy zmienił się troszkę i rozrósł.












Opowiem teraz o tym, co sprawiło mi najwięcej trudności. Kryształki CrystaLove i koraliki Mist były większe niż się spodziewałam i nie miałam na nie pomysłu. Myślałam, że zrobię z nich bransoletkę na gumce, jeśli na nic lepszego nie wpadnę. Wpadłam na pomysł supełkowania. nie wiedziałam na co się porwałam. Dzięki lekcjom Royal-Stone o supełkowaniu cz. 1 i cz 2 podjęłam się zrobienia naszyjnika. W zasadzie wysypałam co miałam, pomieszałam i nawlekałam. Wyszedł tak długi, że aż za długi. Nie byłoby o czym pisać, gdyby nie to, że nim zrobiłam mu reprezentatywne zdjęcie to zgubiłam chwościk. Dlatego jedno zdjęcie i dlatego bez tego elementu :(




A na pocieszenie zdjęcie, na którym ledwo co, ale widać chwościk i długość naszyjnika zawiniętego na szyi :)




Wyszło trochę długo, ale tak się dobrze bawiłam przy tym testowaniu, że musiałam się podzielić :)




Na koniec zapraszam do obejrzenia, co inne dziewczyny wyczarowały ze swoich zestawów testowych. Tu link :)


wtorek, 14 marca 2017

Japońska śliwa





Cały czas coś dłubię w koralikach. chyba nie wypada się przyznać, ale mam zaczętych kilka projektów i na dodatek część z nich jest tajemnicą. Dlatego byłam w niedostatku materiału do pokazania na blogu. Sytuacja zmieniła się z dniem publikacji albumu konkursowego Royal Stone. Do inspiracji Japonią podeszłam z dystansem, ponieważ nie mam czasu (ach te braki). W miesiącu publikacji inspiracji kwiatem przewodnim jest Ume- kwiat śliwy japońskiej ( ze śliwą ma niewiele wspólnego, bo właściwie jest to kwiat moreli). Ume jest moim ulubionym motywem, stąd nie mogłam przejść obok niego obojętnie. Podeszłam do sprawy bardziej ambitnie niż do kwiatuszków przyczepionych do spinki (myślę, że dzieci nie obraziłyby się za takie kwiatuszki ;) )




Zależało mi na realistycznym przedstawieniu rozkwitających gałązek śliwy japońskiej. Każdy jeden płatek składałam z mega starannością, dodatkowo by były bardziej realistyczne wytuszowałam środki. Gotowe pręciki do kwiatów użyte zostały jako nierozkwitnięte pączki, natomiast pręciki w kwiatkach też zrobiłam sama (takie gotowe w niczym nie przypominają pręcików moreli japońskiej) Kwiaty osadzone są na drucie florystycznym i owinięte taśmą florystyczną ( Iza jestem wdzięczna za podpowiedź z tym materiałem! ). 




Jak już tyle napisałam to dodam tylko, że dzięki tym drucikom naszyjnik trzyma kształt i trzyma się na szyi bez zapięcia. Z braku modelki, sama wystąpiłam w tej roli :)




Zdjęcie detali i już prawie kończę.






Poproszona zostałam o zdjęcie naszyjnika na głowie. Myślałam, że jako wianek się nie sprawdzi. Myliłam się- sprawdził się na głowie mojej córki. Na mojej głowie nie prezentuje się tak dobrze :)




Jeśli naszyjnik się spodobał to proszę o Wasze like. Nie to, żebym liczyła na wygraną (w albumie jest tyle wspaniałych prac!), ale za Wasze głosy zdobyć można nagrodę publiczności, a każdy jeden odzew z Waszej strony jest dla mnie jak skrzydła unoszące do nieba ( zawsze będę mogła na tych skrzydłach próbować dolecieć do Japonii :) )




Pozdrawiam ciepło Sztokrotka :)